Kto płaci za tanie ubrania?Transformacja ustrojowa i początek lat 90. przyniosły Polsce nowe zjawisko - zalew popkultury i zachłyśnięcie się tym, co zachodnie. Modny był zachwyt produktami, które oglądaliśmy w amerykańskich filmach, jednocześnie trzymając je w ręku lub posiadając na własnej półce. Koniec minionej dekady naznaczony jest przez przeciwieństwo tego stanu - pochwalanie globalizacji okrzyknięto "obciachem", a "na czasie" stał się styl uznawany dotąd za alternatywny. To zgodnie z nim promujemy tzw. zdrowy tryb życia - segregujemy śmieci, by chronić planetę; potępiamy właścicielki futer, ponieważ leży nam na sercu los niewinnych zwierzaków; unikamy koncernów, bo nie dość, że zalewają świat jednolitą pseudokulturalną papką, to w dodatku bezwzględnie wykorzystują pracowników. Z podobnych przyczyn szeroko rozgłaszamy jak bardzo nie lubimy hipermarketów – jednoczymy się z uciśnionymi kasjerkami. Zapewne niewielu z nas kupi też podróbki ubrań znanych marek z metką „Made in Bangladesh” widziane na bazarach. Nie robimy tego jednak z uwagi na niską jakość i nie najlepsze wrażenie, jakie wywołuje wśród otoczenia napis „Niki” lub „Adidos”. Jeśli wyznajemy - niewątpliwie uzasadnione – humanitarne i proekologiczne idee, warto zastanowić się także nad tym skąd pochodzi odzież którą nosimy i jakie koszty – zarówno finansowe, jak i zupełnie odmienne – pociąga za sobą jej produkcja.
Organizacja Labour Behind the Label to angielski oddział Clean Clothes Campaign – Kampanii Czysta Odzież – międzynarodowej federacji organizacji broniących praw pracowników sektora odzieżowego w krajach rozwijających się. Potrzeba powołania takiej instytucji wywodzi się z faktu, iż najpopularniejsze marki odzieżowe posiadające światową sieć sklepów, zaopatrują się w szwalniach zlokalizowanych w państwach, w których siła robocza jest niezwykle tania, a waluta na tyle słaba, by można było realizować ogromne zamówienia za bardzo niskie ceny, a następnie narzucać na tyle wysoką marżę, by generować ogromne zyski. W tym prostym mechanizmie tkwi jednak podstawowy problem: zyski te nie przekładają się w żadnym stopniu na płace osób zatrudnionych bezpośrednio przy produkcji ubrań. Jako że kraje rozwijające się charakteryzują się niejednokrotnie systemami politycznymi oscylującymi wokół autorytaryzmu lub, w najlepszym wypadku, demokracji nieskonsolidowanej, władza właścicieli fabryk jest absolutna – w praktyce nie istnieją od niej środki odwołania, a próby sprzeciwu lub nawet negocjacji ze strony pracowników (a są nimi głównie kobiety) kończą się masowymi zwolnieniami, co w warunkach ogromnego, strukturalnego bezrobocia i w sytuacji, w której rodziny zazwyczaj posiadają tylko jednego żywiciela, ma katastrofalne skutki. Co gorsza, oficjalne ustawodawstwo w dziedzinie prawa pracy (łącznie z przepisami dotyczącymi tworzenia i działalności związków zawodowych) jest zazwyczaj zgodne z międzynarodowymi normami, co utrudnia walkę z nielegalnymi praktykami. Projekt Oczyśćmy modę, prowadzony przez Labour Behind the Label, postuluje działania na rzecz rzeczywistej poprawy sytuacji pracowników i zakończenia gry pozorów. Kluczowe problemy, które należy rozwiązać, to przede wszystkim podniesienie płac minimalnych tak, aby wystarczały na życie powyżej poziomu ubóstwa. Ponadto należy zapewnić pracownikom – zarówno tym w fabrykach, jak i tym pracujących w miejscu zamieszkania – bezpieczne warunki pracy oraz dostęp do opieki medycznej, nieskutkujący represjami ze strony pracodawcy.
Zmierzając do realizacji powyższych założeń, kieruje się są do zróżnicowanych grup odbiorców, z czego wynika różnorodność samych środków. Rządy państw zachodnich proszone są o wywarcie skutecznego wpływu na władze państw rozwijających się, by te egzekwowały przestrzeganie obowiązującego prawa. Zadaniem wielkich międzynarodowych marek oraz firm audytowych miałoby być przeprowadzanie skutecznych niezapowiedzianych kontroli, ukazujących rzeczywistą sytuację w fabrykach. Ostatnią, najliczniejszą i najsilniejszą – bo to oni zamykają koło – grupą, mającą wesprzeć poprawę sytuacji, są sami konsumenci. Kupując odzież znanych firm, takich jak GAP, H&M, Marks&Spencer, Benetton czy Zara (m.in. te marki zostały prześwietlone przez Labour Behind the Label na potrzeby projektu Oczyśćmy modę), musimy zdawać sobie sprawę z faktu, iż jedynie kilka procent ceny, którą płacimy za produkt, stanowią koszty jego produkcji – przykładowy T-shirt sprzedawany za 8 funtów, jest produkowany w Indiach za ok. 15 pensów. Suma, którą otrzymują robotnice pracujące w skrajnie trudnych warunkach, wyniszczających zarówno psychicznie, jak i fizycznie, jest jeszcze niższa. Firmy odzieżowe nie podejmują żadnych, poza pozornymi, działań, by zmienić sytuację, gdyż jej polepszenie bez podniesienia cen ubrań (a co za tym idzie – utraty części klientów) oznaczałoby zmniejszenie zysków.
Działania organizacji takich jak Kampania Czysta Odzież nie wyznaczają standardów etycznego kupowania. Nie nawołują także do bojkotowania jednych firm na korzyść innych. Mają jedynie na celu zmianę konsumentów z pasywnych odbiorców serwowanej im estetyki na aktywne jednostki, świadomie podejmujące decyzje, upowszechniające je i za ich pomocą wpływające na kształtowanie się rynku.
Marta Dorenda
tekst powstał na potrzeby projektu "Modnie i etycznie" i został opublikowany w czasopiśmie "Pomagamy" (nr 26, 2007)
Sonda
Nesletter
Ta strona internetowa powstała dzięki finansowemu wsparciu Unii Europejskiej. Za treść tej strony jest odpowiedzialna wyłącznie Polska Akcja Humanitarna i w żadnym wypadku treść ta nie może być postrzegana jako odzwierciedlenie stanowiska Unii Europejskiej.